Od tego wszystko się zaczęło. Larp na którym jeszcze nie używałam oficjalnie aparatu, więc prawie nic z samej gry nie złapałam... A co najgorsze - prawie nikt nie złapał. Więc wszystko siedzi jedynie w pamięci uczestników i musi być przekazywane słownie... A szkoda.
Moja opinia na temat tego Larpa jest dość nietypowa. Pamiętam, że wyjeżdżałam z niego absolutnie niezadowolona i wymęczona. Jednak z biegiem czasu wspominam go miło.
Jako poczatkujący gracz miałam niesamowity problem z grą. Głównie dlatego, że odbiłam się od graczy którzy grali w swoich zamkniętych gronach znajomych i absolutnie nie dopuszczali do tej zabawy osób postronnych. W następnej kolejności weszła równoczesność wydarzeń - dosłownie w każdej miejscówce coś się działo. Tu krzyki, tam wołają medyka, tutaj poszą o znalezienie kogoś... Nie wiadomo w co próbować ręce włożyć. Aż do kompletnego wyczerpania nocą, gdy człowiek już padał i modlił się o chwilę spokoju od ostrzałów, eksplozji i krzyków. I ten spokój nastąpił - przez cały następny dzień... Gdy większość osób pogubiła się już w tym, co się dzieje i nie wiedzieli co ze sobą zrobić. Tak dowiedziałam się czym jest "plaża" (pogaduszki poza klimatem wywołane nudą) która trwała aż do wieczora. Do roli właściwie juz nie wróciłam aż do końca larpa, bo nie wiedziałam co mam robić i jak poprawnie reagować na otaczający świat.
Za to mogę zagwarantować, że ludzie... cóż. Są absolutnie i pozytywnie zakręceni. Nuda podczas gry wyciągała z nas najdziwniejsze pomysły - choćby pamiętna wyprawa w strojach do Biedronki. Nie mówiąc o tym, że pomimo goryczy wylewającej się z powyższego akapitu to na prawdę rozmowy na "plaży" były ciekawe i wartościowe. Jak dobra impreza z ludźmi o podobnych zainteresowaniach.


