To już druga edycja Larpa. Tym razem odbyła się ona na terenie opuszczonej kopalni w Wodzisławiu Śląskim, teren znany mi między innymi ze szkolenia militarnego. Z ręką na sercu mogę więc powiedzieć, że sam teren był idealny pod larpa - ogromne tereny trawiaste, jeziorko, las oraz opuszczone budynki z piwnicami, które same w sobie pobudzały wyobraźnię...
Sam larp cięzko mi oceniać. Z punktu widzenia jedynie fotografa nie dostrzegałam głębszej fabuły niż ta, którą tworzyły konflikty między frakcjami. Głównie pewnie dlatego, że byłam w ciągłym ruchu nie mogąc przystanąć na dłużej na terenie miasta. Oraz również tym, że i przed samą grą niewiele osób sięgało po fabularnie wplecione postacie premiowane licząc na dobrą strzelankę.
Gra rozpoczęła się jak to zwykle bywa z niewielkim opóźnieniem, oraz trwała do późnej nocy. Następnego dnia po posileniu się przepyszną jajecznicą gra trwała aż do finałowego szturmu Zombie na Nowy Nowy York.
Z ciepłych słów jakie należałoby powiedzieć o tej imprezie to przygotowanie samych uczestników. Widać, że wielu jest wśród nas amatorów klimatów Zombie-apokaliptycznych... Frakcja Zombie była różnorodna i na prawdę nie chciało się ich spotkać w ciemnych podziemiach. Do tego dochodziły efekty dźwiękowe...
Nie mniej pozostałe frakcje również były widocznie przygotowane do gry. Tu szczególne pozdrowienia dla człowieka z bezpiecznym laptopem i zdalnie strzelającą bronią (wielki ukłon za pracę) oraz Tigera w stroju futrzastego i rogatego mutanta (wielki podziw że byłeś w stanie w tym ganiać i straszyć ludzi).
O wadach zaś wspomnę krótko, bo na prawdę nie chcę nikogo pod żadnym pozorem zniechęcić. Wszechobecne kamizelki odblaskowe (oznakowanie organizatorów i mediów)- ciężko było nawet zdjęcia robić. Mi by było również ciężko się wczuć i ignorować te osoby. Wina leży też po stronie fotografów/kamerzystów. Z tego powodu raczej nie jadę na przyszłą edycję. Akurat ten larp niczego nie straci moją nieobecnością :) Do tego ciągłe wtargnięcia cywili. Fakt, że chcieli zapłacić by choćby popatrzeć, sugeruje potrzebę stworzenia kilku dni konwentu... Ale podczas gry było wkurzające. Oraz ostatnie - walające się w każdej miejscówce nieklimatyczne przedmioty. A to butelki po piciu, opakowania z jedzenia, gaz do broni, kulki w oryginalnych opakowaniach, toitoi, śmietniki... W żaden sposób nie chowane.
Ale przy tym wszystkim - każdy podchodził do tego na luzie. Ten larp ma być zabawą i tak ją kreują gracze czy organizatorzy. Powoli, na spokojnie, wyjaśnić wszystko. I niesamowicie mi się to podoba, bo pozwala odpocząć od "napinki" towarzyszącej innym larpom.
Na koniec szczególne podziękowania dla Gangu, do którego przyczepiłam się absolutnie przez przypadek... A okazało się to chyba moją najlepszą decyzją. Najprawdopodobniej nie powinnam była w ogóle się odłączać i robić zdjęcia tylko tej frakcji :) Bo i tak większość z moich najlepszych wspomnień tyczy się własnie gangu.
Na koniec szczególne podziękowania dla Gangu, do którego przyczepiłam się absolutnie przez przypadek... A okazało się to chyba moją najlepszą decyzją. Najprawdopodobniej nie powinnam była w ogóle się odłączać i robić zdjęcia tylko tej frakcji :) Bo i tak większość z moich najlepszych wspomnień tyczy się własnie gangu.
Pełen album: KLIK w kolorze ; KLIK bez koloru




